i miękki, ten się bez problemu kładzie z nurtem i wiatrem, i wpasowuje się w każdą okoliczność; ale kto twardy, ten opór stawia, a im mocniej się na swoim zapiera, tym mocniej życie przeciw niemu prze. Na koniec czuje, jakby cały świat nań cisnął z czystej złośliwości: złam się, złam, złam! Wszystko inne się ugięło, rozmyło, poddało – a tu jeden kolec wystaje i w bok kłuje. Więc ciężar świata idzie na ów kolec: złamać, wyrwać, zniszczyć. Są tacy ludziekolce – którzy kłują. Że zawsze wszystkich kłują. Podobnych charakterników można szczerze podziwiać i szczerze kochać, ale nie sposób z nimi żyć.
Jacek Dukaj
Świadom dziś jestem swego rodowodu. Nie muszę spoglądac w horoskop czy tablice genealogiczne. Nie mam pojęcia, co zapisano w gwiazdach albo w mojej krwi. Wiem, że wywodzę się od mitycznych założycieli naszej rasy. Człowiek podnoszący do ust świętą flaszkę, kryminalista klęczący na rynku, człowiek niewinny, dla którego prawdziwy wtrząs stanowi odkrycie, że wszystkie trupy śmierdzą, szaleniec tańczący z błyskawicą w dłoniach, mnich unoszący habit, by spryskać moczem świat, fanatyk przetrząsający biblioteki w poszukiwaniu Słowa - wszyscy oni stopieni są we mnie, wywołują w mojej jaźni zamęt i ekstazę. Jeśli jestem nieludzki, to tylko dlatego, że mój świat przekroczył granice człowieczeństwa; dlatego, że bycie ludzkim wydaje mi się czymś niskim i płaskim, zamkniętym w ramach moralności i kodów, zdefiniowanym przez komunały i ,,izmy". Wlewam do gardła sok winogron, mój stan upojenia nie zawdzięcza nic winu...
Henry Miller
-Banany dla świń? to chyba nie całkiem zgodne z tradycją. Ja bym przyniósł żołędzie. Albo jabłka. Albo brukiew. - Tak, nadrektorze, ale bibliotekarz lubi banany. - Bardzo pożywny owowc, panie Stibbons. - Istotnie, nadrektorze. Chociaż, co zabawne, w rzeczywistości to nie jest owoc.-Naprawdę? - Naprawdę. Botanicznie jest to odmiana ryby. Według mojej teorii, banany sa kladystycznie spokrewnione z krulliańską iglicznią, która także jest żółta i pływa w pękach, czyli ławicach. - I żyje na drzewach? - Na ogół nie, nadrektorze. Banany najwyraźniej próbują zająć nową niszę. - Wielkie nieba, naprawdę? To zabawne, ale nigdy specjalnie nie lubiłem bananów i zawsze byłem podejrzliwy co do ryb. Teraz to by się wyjaśniło.
Terry Pratchett
Jacek Dukaj
Świadom dziś jestem swego rodowodu. Nie muszę spoglądac w horoskop czy tablice genealogiczne. Nie mam pojęcia, co zapisano w gwiazdach albo w mojej krwi. Wiem, że wywodzę się od mitycznych założycieli naszej rasy. Człowiek podnoszący do ust świętą flaszkę, kryminalista klęczący na rynku, człowiek niewinny, dla którego prawdziwy wtrząs stanowi odkrycie, że wszystkie trupy śmierdzą, szaleniec tańczący z błyskawicą w dłoniach, mnich unoszący habit, by spryskać moczem świat, fanatyk przetrząsający biblioteki w poszukiwaniu Słowa - wszyscy oni stopieni są we mnie, wywołują w mojej jaźni zamęt i ekstazę. Jeśli jestem nieludzki, to tylko dlatego, że mój świat przekroczył granice człowieczeństwa; dlatego, że bycie ludzkim wydaje mi się czymś niskim i płaskim, zamkniętym w ramach moralności i kodów, zdefiniowanym przez komunały i ,,izmy". Wlewam do gardła sok winogron, mój stan upojenia nie zawdzięcza nic winu...
Henry Miller
-Banany dla świń? to chyba nie całkiem zgodne z tradycją. Ja bym przyniósł żołędzie. Albo jabłka. Albo brukiew. - Tak, nadrektorze, ale bibliotekarz lubi banany. - Bardzo pożywny owowc, panie Stibbons. - Istotnie, nadrektorze. Chociaż, co zabawne, w rzeczywistości to nie jest owoc.-Naprawdę? - Naprawdę. Botanicznie jest to odmiana ryby. Według mojej teorii, banany sa kladystycznie spokrewnione z krulliańską iglicznią, która także jest żółta i pływa w pękach, czyli ławicach. - I żyje na drzewach? - Na ogół nie, nadrektorze. Banany najwyraźniej próbują zająć nową niszę. - Wielkie nieba, naprawdę? To zabawne, ale nigdy specjalnie nie lubiłem bananów i zawsze byłem podejrzliwy co do ryb. Teraz to by się wyjaśniło.
Terry Pratchett