Przejdź do głównej zawartości

Widzi pan - prawiła z głębokim przeświadczeniem - wszystko oducza mię marzyć. Chwilami

zdaje mi się, że nigdy marzyć nie umiałam. Marzyć o przyszłości... Co to jest? Ja marzyłam o przeszłości... Żyję jak pierwsze lepsze indywiduum na dwu nogach, o których tak stanowczo mówi ojciec pański. Trzeba by mi teraz jakiejś religii, która by mi powiedziała, jak tu dalej wierzyć w cokolwiek, jak tu dalej żyć, kiedy się nie ma wiary w nic, a nade wszystko, nade wszystko wiary w siebie.
Stefan Żeromski

- A więc jesteś samotna i nienawidzisz tego miejsca?
Liz kiwa głową.
- Mam dla ciebie radę: przestań być samotna i nienawidzić tego miejsca. W moim przypadku to zawsze działa - mówi pies. - O, i jeszcze jedno: bądź wesoła! Łatwiej jest być wesołym niż smutnym. Bycie smutnym kosztuje sporo wysiłku. To okropnie wyczerpujące.
Gabrielle Zevin

Marszczę na niego brwi.
- Co twoja ręka robi na moim ramieniu?
Dean wygląda jak uosobienie niewinności.
- Ja tak właśnie oglądam filmy.
- Czyżby? Chcesz mi powiedzieć, że tak samo obejmujesz Garretta, gdy oglądasz z nim film?
- Oczywiście. A jeśli jest dla mnie miły, czasem wsuwam mu rękę w spodnie.
Elle Kennedy

Nasz pies.
Pies byt rubinowym pierścionkiem Castletona. Żyjący, oddychający, napełniony chromem kryształ. Nagle to wszystko zaczęło wyglądać bardzo poważnie. Mieli się pobrać. Posiadać wspólnie psa. Ona miała nadać mu imię. Pies wydawał się czymś znacznie więcej niż bale zaręczynowe, posagi i weselne plany. Sprawy, w gruncie rzeczy, bez znaczenia. Pies czynił przyszłość czymś rzeczywistym. Pies oznaczał dom, zmiany pór roku, wizyty sąsiadów, msze niedzielne i święta żniw. Pies oznaczał rodzinę. Dzieci. Jego dzieci.
Sarah MacLean

Gemeoss