czym dla analfabetów jest przesąd. Nie zmienia się świata za pomocą idei. Ludzie, którzy mają ich nie wiele, rzadziej błądzą. Postępują tak jak wszyscy, nikomu nie przeszkadzają, dobrze im się powodzi, bogacą się, uzyskują rentowne posady, odznaczenia, są deputowanymi, znanymi literatami, akademikami, dziennikarzami. Czy można nazwać głupcem tego, kto należycie dba o swoje interesy? Głupcem jestem ja, który chciał walczyć z wiatrakami.
Umberto Eco
Kto to chrapie
Na kanapie?
Kto się w ucho
Przez sen drapie?
Kto, gdy zły,
To szczerzy kły?
Kogo czasem gryzą pchły?
Komu w głowie
Figle?
Psoty?
Kto gołębie goni?
Koty?
Kto pantofle
Gryzie pana?
Na mleczarkę
Szczeka z rana?
Kto się z dziećmi
Bawi zgodnie?
A złodzieja cap!
Za spodnie?
Wiecie, kto to?
No to sza!
Po co budzić
Ze snu psa...
Ludwik Jerzy Kern
- (...) Mam pomysł na baśń o niezwykłej złodziejce. Takiej, która nie tylko kradnie, lecz podrzuca marzenia.
- Jak Robin Hood?
-Prawie. Tylko zamiast pieniędzy i złota są właśnie marzenia.
- To będzie piękna opowieść - westchnęła Szpilka.
- To ta złodziejka jest jak choroba - powiedziała nagle Pati, a dziewczynki spojrzały w jej kierunku.
- Choroba? - zdziwiłam się, bo jednak nie tak sobie wyobrażałam bohaterkę mojej powieści.
- Tak. Choroba jak ta złodziejka kradnie marzenia, a podrzuca jedno: marzenie o zdrowiu, nie?
- Masz rację - zamyśliłam się. Pati doskonale to podsumowała.
Anna Sakowicz
Wolność, o której napisano tyle traktatów, że stała się pojęciem bladym i abstrakcyjnym, była dla Holendrów czymś tak prostym jak oddychanie, patrzenie, dotykanie przedmiotów. Nie trzeba jej było definiować ani upiększać. Dlatego w ich sztuce nie ma podziału na to, co wielkie i małe, ważne i nieistotne, podniosłe i pospolite. Malowali jabłka, portrety kupców bławatnych, cynowe talerze, tulipany, z taką cierpliwą miłością, że gasną przy nich obrazy zaświatów i hałaśliwe opowieści o ziemskich tryumfach.
Zbigniew Herbert
Umberto Eco
Kto to chrapie
Na kanapie?
Kto się w ucho
Przez sen drapie?
Kto, gdy zły,
To szczerzy kły?
Kogo czasem gryzą pchły?
Komu w głowie
Figle?
Psoty?
Kto gołębie goni?
Koty?
Kto pantofle
Gryzie pana?
Na mleczarkę
Szczeka z rana?
Kto się z dziećmi
Bawi zgodnie?
A złodzieja cap!
Za spodnie?
Wiecie, kto to?
No to sza!
Po co budzić
Ze snu psa...
Ludwik Jerzy Kern
- (...) Mam pomysł na baśń o niezwykłej złodziejce. Takiej, która nie tylko kradnie, lecz podrzuca marzenia.
- Jak Robin Hood?
-Prawie. Tylko zamiast pieniędzy i złota są właśnie marzenia.
- To będzie piękna opowieść - westchnęła Szpilka.
- To ta złodziejka jest jak choroba - powiedziała nagle Pati, a dziewczynki spojrzały w jej kierunku.
- Choroba? - zdziwiłam się, bo jednak nie tak sobie wyobrażałam bohaterkę mojej powieści.
- Tak. Choroba jak ta złodziejka kradnie marzenia, a podrzuca jedno: marzenie o zdrowiu, nie?
- Masz rację - zamyśliłam się. Pati doskonale to podsumowała.
Anna Sakowicz
Wolność, o której napisano tyle traktatów, że stała się pojęciem bladym i abstrakcyjnym, była dla Holendrów czymś tak prostym jak oddychanie, patrzenie, dotykanie przedmiotów. Nie trzeba jej było definiować ani upiększać. Dlatego w ich sztuce nie ma podziału na to, co wielkie i małe, ważne i nieistotne, podniosłe i pospolite. Malowali jabłka, portrety kupców bławatnych, cynowe talerze, tulipany, z taką cierpliwą miłością, że gasną przy nich obrazy zaświatów i hałaśliwe opowieści o ziemskich tryumfach.
Zbigniew Herbert