wiedzieliśmy, że w okamgnieniu życie może zostać zakończone, pozostawiając nas ze śmiercią i samotnością. Jednak w kolejnym uderzeniu serca miłość może uzdrowić, pozostawiając nas z życiem i nadzieją.
Brittainy C. Cherry
Nie pozbyła się jednak całkowicie wrażenia, że ta ignorancja w dziedzinie Miłości upośledza ją, nieznajomość tego, jak mogłoby być, gdyby bez reszty dała się opętać przez tego archetypowego, pisanego wielką literą dżinna, tę tęsknotę za, to zamazanie granic własnego „ja”, rozpinanie się, aż stajemy rozpięci od jabłka Adama po krocze – to tylko słowa, bo nie znała samej rzeczy.
Salman Rushdie
Przez całą szkołę matka sprawdzała moje wypracowania. Skreślała zbyt łatwe przymiotniki. Polowała na wytarte związki frazeologiczne.
W "scenariuszu ceremonii żałobnej" wyrazy wędrują parami, jak uczniowie w szkole tańca: lubiana sąsiadka, znakomity fachowiec, niezastąpiony członek.
Przez chwilę korci mnie, żeby się zgodzić. Ciągle jeszcze jestem na nią wściekły. No ale są jakieś granice. Mam pozwolić, żeby obcy człowiek mówił o matce "niezastąpiony członek"? Albo nawet "lubiana sąsiadka"? Powinien jeszcze dodać, że zawsze witała się na schodach. Takie rzeczy opowiadają w telewizji o wielokrotnych zabójcach.
Marcin Wicha
Prawdziwa przyjaźń wymaga... a przynajmniej ja to tak pojmuję... zrozumienia i odsłonięcia nie tego człowieka, którego świat widzi, ale tego, którego świat nie zna. Większość naszych rodaków wolałaby przebiec nago ulicami, niż ujawnić, jakimi są naprawdę, w głębi duszy. Przymierze dla zdobycia kariery czy pieniędzy, nazywane czasem przyjaźnią, jest niegodne tej nazwy. Zresztą, z punktu widzenia politycznego zaczynam dochodzić do przekonania, że poparcie tłumów, na ulicach, po wsiach i w piwiarniach jest ważniejsze od aprobaty ludzi z mojej własnej sfery.
George Bidwell
Brittainy C. Cherry
Nie pozbyła się jednak całkowicie wrażenia, że ta ignorancja w dziedzinie Miłości upośledza ją, nieznajomość tego, jak mogłoby być, gdyby bez reszty dała się opętać przez tego archetypowego, pisanego wielką literą dżinna, tę tęsknotę za, to zamazanie granic własnego „ja”, rozpinanie się, aż stajemy rozpięci od jabłka Adama po krocze – to tylko słowa, bo nie znała samej rzeczy.
Salman Rushdie
Przez całą szkołę matka sprawdzała moje wypracowania. Skreślała zbyt łatwe przymiotniki. Polowała na wytarte związki frazeologiczne.
W "scenariuszu ceremonii żałobnej" wyrazy wędrują parami, jak uczniowie w szkole tańca: lubiana sąsiadka, znakomity fachowiec, niezastąpiony członek.
Przez chwilę korci mnie, żeby się zgodzić. Ciągle jeszcze jestem na nią wściekły. No ale są jakieś granice. Mam pozwolić, żeby obcy człowiek mówił o matce "niezastąpiony członek"? Albo nawet "lubiana sąsiadka"? Powinien jeszcze dodać, że zawsze witała się na schodach. Takie rzeczy opowiadają w telewizji o wielokrotnych zabójcach.
Marcin Wicha
Prawdziwa przyjaźń wymaga... a przynajmniej ja to tak pojmuję... zrozumienia i odsłonięcia nie tego człowieka, którego świat widzi, ale tego, którego świat nie zna. Większość naszych rodaków wolałaby przebiec nago ulicami, niż ujawnić, jakimi są naprawdę, w głębi duszy. Przymierze dla zdobycia kariery czy pieniędzy, nazywane czasem przyjaźnią, jest niegodne tej nazwy. Zresztą, z punktu widzenia politycznego zaczynam dochodzić do przekonania, że poparcie tłumów, na ulicach, po wsiach i w piwiarniach jest ważniejsze od aprobaty ludzi z mojej własnej sfery.
George Bidwell