się boisz niepowodzenia, zacznij mimo to, a jeśli nie można inaczej, to ponieś klęskę, pozbieraj się i zacznij od nowa. Jeśli znów się nie uda, to co z tego? Zacznij jeszcze raz. To nie porażka powstrzymuje- to niechęć do zaczynania od początku powoduje stagnację. Co z tego, że się boisz? Jeśli się obawiasz, że coś wyskoczy i cię ugryzie, to niech sięto wreszcie stanie. Niech twój strach wyjrzy z ciemności i cię ukąsi, żebyś miała to już za sobą i mogła się posuwać dalej. Przezwyciężysz to. Strach minie. Lepiej, żebyś wyszła mu naprzeciw, poczuła go i pokonała, zamiast mieć w nim wieczną wymówkę do czyszczenia rzeki
Clarissa Pinkola Estés
Do przyszłości czy przeszłości, do czasów, w których myśl jest wolna, w których ludzie różnią się między sobą i nie żyją samotnie - do czasów, w których istnieje prawda,
a tego, co się stało, nie można zmienić.
Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwójmyślenia - pozdrawiam was!
George Orwell
Za życia był to porządny chłopak i czekała go kariera prawnicza, ale nie dało się tego teraz poznać. Wyglądał jak trup typowego ulicznika. Jego ubranie znaczyły plamy uryny i odchodów, paznokcie były brudne i połamane, a twarz... Wychudła twarz chłopaka zastygła w ohydnym grymasie; strach, agonia i przerażenie trwale zapisały się w jego wykrzywionych rysach. Za życia był przystojny i ujmujący. Śmierć uczyniła go odpychającym.
M. J. Arlidge
str.198: „Staruszek cierpiał bardzo na skutek wzdęcia. Odbijało mu się i miał straszliwe gazy.
- Przepraszam – powiedział do Billy’ego i znowu pryknął, - O, Boże – dodał – wiedziałem, że starość to nie radość, ale nie przypuszczałem, że to takie straszne”.
Kurt Vonnegut
Clarissa Pinkola Estés
Do przyszłości czy przeszłości, do czasów, w których myśl jest wolna, w których ludzie różnią się między sobą i nie żyją samotnie - do czasów, w których istnieje prawda,
a tego, co się stało, nie można zmienić.
Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwójmyślenia - pozdrawiam was!
George Orwell
Za życia był to porządny chłopak i czekała go kariera prawnicza, ale nie dało się tego teraz poznać. Wyglądał jak trup typowego ulicznika. Jego ubranie znaczyły plamy uryny i odchodów, paznokcie były brudne i połamane, a twarz... Wychudła twarz chłopaka zastygła w ohydnym grymasie; strach, agonia i przerażenie trwale zapisały się w jego wykrzywionych rysach. Za życia był przystojny i ujmujący. Śmierć uczyniła go odpychającym.
M. J. Arlidge
str.198: „Staruszek cierpiał bardzo na skutek wzdęcia. Odbijało mu się i miał straszliwe gazy.
- Przepraszam – powiedział do Billy’ego i znowu pryknął, - O, Boże – dodał – wiedziałem, że starość to nie radość, ale nie przypuszczałem, że to takie straszne”.
Kurt Vonnegut