(…)Ilość mącenia, odwracania kota, łgarstw, niedomówień, zastraszeń, pozorowanych działań, wyciągania nieistotnych szczegółów, przemilczania,
używania idiotów i, co najważniejsze, odwlekania i odwlekania ma jeden cel. Zmęczenie społeczeństwa, zniechęcenie, zamazanie umysłów, zniekształcania faktów, zminimalizowanie zbrodni, sprowadzenie jej do rzędu licznych incydentów kryminalnych z gatunku parolinijkowych wzmianek z końcowych stron gazet. A przed takim działaniem, w miarę upływu czasu, rzeczywiście bardzo trudno obronić się.
Jerzy Dobrowolski
Hej ! Jesień to była, późna jesień !
I ani przyśpiewków, ni pokrzyków wesołych, ni tego ptaszków piukania, ni nawoływań nie słychać było we wsi - nic, jeno ten wiatr, pojękujący w strzechach, jeno te dżdże, sypiące jakoby szkliwem po szybach, i to głuche, wzmagające się co dnia bicie cepów po stodołach.
Lipce martwiały równo, jako te pola okólne, co wyczerpane, szare, odarte w odpocznieniu leżały i cichości tężenia; jako te drzewiny nagie, poskręcane, żałobne, drętwiejące z wolna na długą, długą zimę...
Jesień to była, rodzona matka zimy.
Władysław Stanisław Reymont
Wstręt ma iść na jaw złej myśli katusza,
Wewnątrz to, wewnątrz — tam pracuje dusza!
Miłość jest szczera, śmieje się czy wzdycha:
Ale nienawiść, lecz zbrodnia, lecz pycha
Drgnieniem ust chyba, uśmiechem goryczy,
Zdradzą ci przepaść głębi tajemniczej.
Z gry chyba rysów, z mieniącej się twarzy
Poznasz namiętność, gdy się w piersiach żarzy,
Lecz kto chcesz dojrzeć jej pełnię lub zmiany,
Wtenczas patrz chyba, gdyś sam niewidziany!
George Gordon Byron
Wzywa pomocy. W ciszy.
Knebel jest niebywale skuteczny.
Wzywa pomocy.
Błaga ojca, matkę. Zanosi modły do wymyślonych bogów, którzy wypełniają jej podświadomość.(...)
A jednak wie już, dokąd wiezie ją furgonetka.
Do piekła, to nie ulega kwestii.
Ale nie wie, jak umrze.
I chyba to przeraża ją najbardziej.
Karine Giébel
Jerzy Dobrowolski
Hej ! Jesień to była, późna jesień !
I ani przyśpiewków, ni pokrzyków wesołych, ni tego ptaszków piukania, ni nawoływań nie słychać było we wsi - nic, jeno ten wiatr, pojękujący w strzechach, jeno te dżdże, sypiące jakoby szkliwem po szybach, i to głuche, wzmagające się co dnia bicie cepów po stodołach.
Lipce martwiały równo, jako te pola okólne, co wyczerpane, szare, odarte w odpocznieniu leżały i cichości tężenia; jako te drzewiny nagie, poskręcane, żałobne, drętwiejące z wolna na długą, długą zimę...
Jesień to była, rodzona matka zimy.
Władysław Stanisław Reymont
Wstręt ma iść na jaw złej myśli katusza,
Wewnątrz to, wewnątrz — tam pracuje dusza!
Miłość jest szczera, śmieje się czy wzdycha:
Ale nienawiść, lecz zbrodnia, lecz pycha
Drgnieniem ust chyba, uśmiechem goryczy,
Zdradzą ci przepaść głębi tajemniczej.
Z gry chyba rysów, z mieniącej się twarzy
Poznasz namiętność, gdy się w piersiach żarzy,
Lecz kto chcesz dojrzeć jej pełnię lub zmiany,
Wtenczas patrz chyba, gdyś sam niewidziany!
George Gordon Byron
Wzywa pomocy. W ciszy.
Knebel jest niebywale skuteczny.
Wzywa pomocy.
Błaga ojca, matkę. Zanosi modły do wymyślonych bogów, którzy wypełniają jej podświadomość.(...)
A jednak wie już, dokąd wiezie ją furgonetka.
Do piekła, to nie ulega kwestii.
Ale nie wie, jak umrze.
I chyba to przeraża ją najbardziej.
Karine Giébel