od mojego powrotu, tym bardziej wszystko, co było, stawało się nierealne. Jakbym obudziła się ze snu. Z bardzo fajnego snu. Pięknego snu. Tak pięknego, że byłam gotowa w każdej chwili tam wrócić. Być może za parę dni się dowiem, czy dane mi to będzie raz jeszcze, czy nie. Jeśli wszystko się uda, jeśli będzie okej, wkrótce tam wrócę. Może jeszcze w tym roku szkolnym. Tyle że wtedy już nie będę „chora”, wtedy wszyscy pewnie będą wiedzieć, jaka jest prawda. Ale się zdziwią!
Lidia Tasarz
- Mój brat twierdził, że każdy cię zdradzi, jeśli tylko ma ku temu okazję i wystarczająco dobry motyw. (...)
- Nawet gdyby to była prawda, nie chciałbym żyć, gdybym musiał w to wierzyć.
Brandon Sanderson
- Odejdź, proszę.
- Dopiero jak wyjdziesz z kabiny - powiedział.
- Chcę być sama.
- A to pech - rzucił, szarpiąc z całej siły klamkę - Bo ja mam ochotę na towarzystwo.
Sarah Morgan
Po tych słowach niewidzialna siła pchnęła wirujący stolik we wskazanym kierunku. Kiedy już było wiadomo, że kontakt z duchami został nawiązany, każdy po kolei prosił o przywołanie bliskiej osoby, z którą chciał się spotkać. – Jest – cichym głosem dama-medium potwierdzała przybycie wezwanego.
Padło pierwsze pytanie. Stolik lekko przechylił się w jedną stronę i po chwili, oparł się nóżkami o podłogę. I jeszcze raz lekko uniósł się…
Puk – puk – rozległo się w kompletnej ciszy.
Skarlet Albert
Słuchaliśmy długo muzyki -
trochę Bacha, trochę smutnego Schuberta.
Przez moment słuchaliśmy milczenia.
Na ulicy szalała zawieja,
wiatr przyciskał do murów
swoją siną twarz.
Umarli ścigali się na sankach
i rzucali śnieżkami
w nasze okna.
Adam Zagajewski
Lidia Tasarz
- Mój brat twierdził, że każdy cię zdradzi, jeśli tylko ma ku temu okazję i wystarczająco dobry motyw. (...)
- Nawet gdyby to była prawda, nie chciałbym żyć, gdybym musiał w to wierzyć.
Brandon Sanderson
- Odejdź, proszę.
- Dopiero jak wyjdziesz z kabiny - powiedział.
- Chcę być sama.
- A to pech - rzucił, szarpiąc z całej siły klamkę - Bo ja mam ochotę na towarzystwo.
Sarah Morgan
Po tych słowach niewidzialna siła pchnęła wirujący stolik we wskazanym kierunku. Kiedy już było wiadomo, że kontakt z duchami został nawiązany, każdy po kolei prosił o przywołanie bliskiej osoby, z którą chciał się spotkać. – Jest – cichym głosem dama-medium potwierdzała przybycie wezwanego.
Padło pierwsze pytanie. Stolik lekko przechylił się w jedną stronę i po chwili, oparł się nóżkami o podłogę. I jeszcze raz lekko uniósł się…
Puk – puk – rozległo się w kompletnej ciszy.
Skarlet Albert
Słuchaliśmy długo muzyki -
trochę Bacha, trochę smutnego Schuberta.
Przez moment słuchaliśmy milczenia.
Na ulicy szalała zawieja,
wiatr przyciskał do murów
swoją siną twarz.
Umarli ścigali się na sankach
i rzucali śnieżkami
w nasze okna.
Adam Zagajewski