wierny osądowi własnego sumienia, także wtedy, gdy, mogłoby to oznaczać błąd i czynienie zła. A nawet odejście od katolickiej wiary. (…) Zawarte w tym zbiorze teksty są świadectwem moich duchowych poszukiwań,. Są one swoistym wołaniem o wiarę w człowieka. Nic cenniejszego na ziemni nam się nie przytrafi jak człowiek . On jest- by użyć metafor religijnych -obrazem Boga , jest drogą do Boga .(…)Temu obrazowi człowieka– wybijającego się ponad własne ograniczenia —chciałem pozostać wierny. W takiego człowieka chcę wierzyć.
Tadeusz Bartoś
Trzymał pod łóżkiem dwa kubły, w jeden wlewał mleko, kawę,
herbatę, wszystko razem. W drugim miał mięso, kotlety,
bitki, kiełbasę, wszystko do kupy. Robaki się zalęgły,
ale nikt nie wiedział. W końcu już tak śmierdziało,
że wariaty nie mogły wytrzymać, i przyleciał lekarz.
Co ty, Zbysiu, mówi skład urządzasz. Bo ja w nocy,
mówi Zbyszek, nieraz głodny jestem, to sobie jem.
Ale to zepsute, krzyczy lekarz. Weź to i wynieś. Akurat
był obiad. Zbyszek z tym kubłem poszedł i wszystko
wariatom do misek powrzucał.
Andrzej Brycht
[...] - Szybko wracasz do zdrowia. Ale zostało ci jeszcze kilka siniaków, więc na twoim miejscu unikałbym dziś wieczorem ojca.
- Powiem mu, że się nade mną znęcałeś. - Wzruszyła ramionami i zeskoczyła ze stołu.
- A ja mu powiem, że ci się to podobało - powiedział powoli głębokim głosem.
Josephine Angelini
...Piękniejszym nawet od marzeń o szczęśliwej rodzinie, które snułam jako mała dziewczynka. Marzeń o grubych ciotkach pachnących mydłem i wanilią, o odświętnie ubranych wujkach noszących po kieszeni cukierki dla dzieci. W wyobraźni stworzyłam sobie dziadka, któremu mogłabym usiąść na kolanach i patrzeć, jak poruszają się zmarszczki na jego opalonych policzkach, kiedy mi śpiewa piosenki. W tych marzeniach moja matka nigdy nie płakała, a ojciec był mądrym i troskliwym capo famiglia, dającym nam wszystkim poczucie bezpieczeństwa życiowego.
Marlena de Blasi
Tadeusz Bartoś
Trzymał pod łóżkiem dwa kubły, w jeden wlewał mleko, kawę,
herbatę, wszystko razem. W drugim miał mięso, kotlety,
bitki, kiełbasę, wszystko do kupy. Robaki się zalęgły,
ale nikt nie wiedział. W końcu już tak śmierdziało,
że wariaty nie mogły wytrzymać, i przyleciał lekarz.
Co ty, Zbysiu, mówi skład urządzasz. Bo ja w nocy,
mówi Zbyszek, nieraz głodny jestem, to sobie jem.
Ale to zepsute, krzyczy lekarz. Weź to i wynieś. Akurat
był obiad. Zbyszek z tym kubłem poszedł i wszystko
wariatom do misek powrzucał.
Andrzej Brycht
[...] - Szybko wracasz do zdrowia. Ale zostało ci jeszcze kilka siniaków, więc na twoim miejscu unikałbym dziś wieczorem ojca.
- Powiem mu, że się nade mną znęcałeś. - Wzruszyła ramionami i zeskoczyła ze stołu.
- A ja mu powiem, że ci się to podobało - powiedział powoli głębokim głosem.
Josephine Angelini
...Piękniejszym nawet od marzeń o szczęśliwej rodzinie, które snułam jako mała dziewczynka. Marzeń o grubych ciotkach pachnących mydłem i wanilią, o odświętnie ubranych wujkach noszących po kieszeni cukierki dla dzieci. W wyobraźni stworzyłam sobie dziadka, któremu mogłabym usiąść na kolanach i patrzeć, jak poruszają się zmarszczki na jego opalonych policzkach, kiedy mi śpiewa piosenki. W tych marzeniach moja matka nigdy nie płakała, a ojciec był mądrym i troskliwym capo famiglia, dającym nam wszystkim poczucie bezpieczeństwa życiowego.
Marlena de Blasi