ci na duszy. Prawdziwa przyjaciółka kocha cię, kiedy jesteś do rany przyłóż i kiedy jesteś na wszystkich wściekła, bo masz akurat zespół napięcia przedmiesiączkowego. Może nie pochwala twoich decyzji albo nie lubi momentów, kiedy wyłazi z ciebie smok ziejący ogniem, ale cię kocha. Wie, kim jesteś naprawdę, nawet kiedy próbujesz oszukiwać swoją prawdziwą naturę i zawsze zachęca cię do wejścia wyżej i pójścia dalej. Widzi w tobie kobietę, którą masz się stać i zachęca cię, żebyś dorosła do swojej najlepszej wersji.
Stasi Eldredge
Co to za ludzie, ci za domem? spytał w końcu. Ojciec przechylił głowę, widać odrobinę zakłopotany. Żołnierze, Bruno- odpowiedział. I sekretarze, i sekretarki. Pracownicy biura. Przecież już ich znasz. Nie wszystkich- odparł Bruno.- Chodzi mi o tych, których widzę z okna. - Tych w domkach, tam w oddali. Wszyscy są ubrani identycznie. - A oni- ojciec z lekkim uśmiechem kiwnął głową.- To nie ludzie, Bruno. Bruno zmarszczył brwi. -Jak to?-spytał, niepewny, co ojciec ma na myśli. - No w każdym razie nie w naszym rozumieniu tego słowa- tłumaczył dalej ojciec.
John Boyne
Na pewnym etapie drogi dochodzi się do odkrycia, że zewnętrzne potwierdzenie ma mniejszą wartość, niż osiągnięty przez nas stan wewnętrzny. Inaczej - gdybyśmy mieli tylko zewnętrzne potwierdzenia, gdybyśmy zaliczali tylko takie punkty jak biegun, bez prowadzącej do nich drogi, wyprawy nie miałyby żadnego sensu. Oczywiście, osiągnięcia są ważne, to na nich możemy budować dalszą drogę, możemy też dzięki nim dzielić się doświadczeniem. Ludzie postrzegają nas jednak głownie przez pryzmat sukcesów.
Marek Kamiński
- Smacznego - powiedział z uśmiechem.
- Daj pan spokój - odparł Andriej.
- Cóż pan taki ponury? - zapytał ze zdziwieniem sąsiad.
- A pan co taki wesoły?
- Nie jestem wesoły - odrzekł przybysz. - Jestem radosny.
- I ja też - powiedział Andriej - nie jestem ponury, tylko zamyślony. Siedzę i zastanawiam się.
Wiktor Pielewin
Stasi Eldredge
Co to za ludzie, ci za domem? spytał w końcu. Ojciec przechylił głowę, widać odrobinę zakłopotany. Żołnierze, Bruno- odpowiedział. I sekretarze, i sekretarki. Pracownicy biura. Przecież już ich znasz. Nie wszystkich- odparł Bruno.- Chodzi mi o tych, których widzę z okna. - Tych w domkach, tam w oddali. Wszyscy są ubrani identycznie. - A oni- ojciec z lekkim uśmiechem kiwnął głową.- To nie ludzie, Bruno. Bruno zmarszczył brwi. -Jak to?-spytał, niepewny, co ojciec ma na myśli. - No w każdym razie nie w naszym rozumieniu tego słowa- tłumaczył dalej ojciec.
John Boyne
Na pewnym etapie drogi dochodzi się do odkrycia, że zewnętrzne potwierdzenie ma mniejszą wartość, niż osiągnięty przez nas stan wewnętrzny. Inaczej - gdybyśmy mieli tylko zewnętrzne potwierdzenia, gdybyśmy zaliczali tylko takie punkty jak biegun, bez prowadzącej do nich drogi, wyprawy nie miałyby żadnego sensu. Oczywiście, osiągnięcia są ważne, to na nich możemy budować dalszą drogę, możemy też dzięki nim dzielić się doświadczeniem. Ludzie postrzegają nas jednak głownie przez pryzmat sukcesów.
Marek Kamiński
- Smacznego - powiedział z uśmiechem.
- Daj pan spokój - odparł Andriej.
- Cóż pan taki ponury? - zapytał ze zdziwieniem sąsiad.
- A pan co taki wesoły?
- Nie jestem wesoły - odrzekł przybysz. - Jestem radosny.
- I ja też - powiedział Andriej - nie jestem ponury, tylko zamyślony. Siedzę i zastanawiam się.
Wiktor Pielewin