o tym powiedzieć. Chciałby ją przypiąć paskiem do swoich pleców i pokazać jej piękne rzeczy. Chciałby kroczyć obok niej, gdy będzie szła po murku, chciałby jej pokazywać, że we wszystkim jest MUZYKA, jeśli zamknie się oczy i będzie patrzeć na nuty w swojej głowie, i spełnienie, jakie czujemy, gdy odkładamy na półkę przeczytaną książkę, i słowa, chciałby jej pokazać piękne słowa, pokazać jej, ile piękna mieści się na kartce papieru. Chciałby jej pokazać wszystko, co dobre, i uchronić przed złem.
Brooke Davis
- Masz motylki w brzuch?
- Motylki są chyba zbyt dziewczęce dla kogoś, kto nosi glocka, nie sądzi pan?
- Okay. Afrykańskie pszczoły mordercy.
- To brzmi lepiej.
Lee Goldberg
- Jest pan mordercą, pułkowniku. - powiedziała SI z głośnika. Jej głos nie wyrażał żadnych emocji, jakby maszyna po prostu stwierdzała fakt.
- Każdy ma jakieś wady. - Mężczyzna uśmiechnął się rozbrajająco.
Michał Cholewa
- Dałam Evangeline swoje słowo.
Farley szczerzy do mnie zęby z wyraźnym obrzydzeniem.
- Dałaś słowo Srebrnej. Ta obietnica jest warta mniej niż garść prochu.
- Ale to nadal obietnica.
Victoria Aveyard
Jest dokładnie tym, kim pragnęłam, by był, nawet pomimo jego wad i całego bólu przez niego spowodowanego.
Bólu, który – o dziwo – się ulotnił. Może potrzeba było czasu.
A może wybaczenia, które udało mi się w tym wszystkim odnaleźć.
- To mój ostatni lot, dzieciaku – oznajmia ponuro. Bierze mnie za rękę, a na jego twarzy maluje się dziwny spokój. – I nie mógłbym życzyć sobie, by towarzyszyła mi w nim inna osoba.
K.A. Tucker
Brooke Davis
- Masz motylki w brzuch?
- Motylki są chyba zbyt dziewczęce dla kogoś, kto nosi glocka, nie sądzi pan?
- Okay. Afrykańskie pszczoły mordercy.
- To brzmi lepiej.
Lee Goldberg
- Jest pan mordercą, pułkowniku. - powiedziała SI z głośnika. Jej głos nie wyrażał żadnych emocji, jakby maszyna po prostu stwierdzała fakt.
- Każdy ma jakieś wady. - Mężczyzna uśmiechnął się rozbrajająco.
Michał Cholewa
- Dałam Evangeline swoje słowo.
Farley szczerzy do mnie zęby z wyraźnym obrzydzeniem.
- Dałaś słowo Srebrnej. Ta obietnica jest warta mniej niż garść prochu.
- Ale to nadal obietnica.
Victoria Aveyard
Jest dokładnie tym, kim pragnęłam, by był, nawet pomimo jego wad i całego bólu przez niego spowodowanego.
Bólu, który – o dziwo – się ulotnił. Może potrzeba było czasu.
A może wybaczenia, które udało mi się w tym wszystkim odnaleźć.
- To mój ostatni lot, dzieciaku – oznajmia ponuro. Bierze mnie za rękę, a na jego twarzy maluje się dziwny spokój. – I nie mógłbym życzyć sobie, by towarzyszyła mi w nim inna osoba.
K.A. Tucker