go ze sobą, rzucały nim na różne strony, nie zważając na jego wolę. Kiedy pisał, słowa wypływały z mięśni dłoni, z samego pióra, ze zgiętego stawu łokciowego, z drapania ostrza stalówki po papierze, a przede wszystkim z jakiegoś nadrzędnego impulsu wychodzącego z wnętrzności. Na pewno nie z umysłu. I, Boże, cóż to za błogosławiona ulga, zatracić swoje ciężkie myśli i niepokoje w wybuchu obrazów i symboli. Był po pierwsze i najważniejsze, człowiekiem słów; dopiero po drugie, człowiekiem z krwi i kości
Ali Shaw
Nikt nie prosi, żeby go stworzono. Ja się po prostu przydarzyłam. Wszyscy się przydarzamy. Spójrz na moją rękę. To nie jest ręka, to kręta ulcia, która wybiega w twoją stronę i prosi, żebyś ją kochał i podziwiał, żebyś po niej spacerował, zamiast ją wykrwawiać. Jeśli chcesz, możesz mnie całować, ale nie w ten sposób, bardzo cię proszę. Jestem taka zmęczona, znużona wykrwawianiem się dla ciebie i dla innych, dla wszystkich szaleńców, którzy chcą się we mnie wedrzeć.
Catherynne M. Valente
- Jak można stąd wyjść?
- Skoro tak się panu spieszy... Istnieją dwa sposoby. Permanentny i przejściowy. Permanentny prowadzi przez dach: jeden dobry skok i uwalnia się pan od tego dziadostwa na zawsze. Wyjście przejściowe znajduje się w głębi, tam gdzie kręci się ten przygłup z wyciągniętą pięścią, któremu spadają spodnie, co nie przeszkadza mu pozdrawiać rewolucyjnym gestem wszystkich przechodzących tamtędy. Ale jeśli wyjdzie pan tamtędy, to, prędzej czy później, niechybnie znów pan tu zawita.
Carlos Ruiz Zafón
Planeta miała silnie wyrażone pory roku. Przybyli u schyłku lata, a teraz jesień górska, cała w czerwieni i żółci, dogasała już w dolinach, lecz jakby na przekór masom liści, pędzących w pianie górskich potoków, słońce wciąż jeszcze było ciepłe i w bezobłoczne dni przypiekało nawet na tym płaskowyżu. Tylko gęstniejące mgły zwiastowały nadejście śniegu i mrozów. Ale wtedy na planecie nie miało już być nikogo; i owa przyszła, w biel obrócona, doskonała pustka wydała się nagle Pirxowi czymś nad wszystko godnym pożądania.
Stanisław Lem
Ali Shaw
Nikt nie prosi, żeby go stworzono. Ja się po prostu przydarzyłam. Wszyscy się przydarzamy. Spójrz na moją rękę. To nie jest ręka, to kręta ulcia, która wybiega w twoją stronę i prosi, żebyś ją kochał i podziwiał, żebyś po niej spacerował, zamiast ją wykrwawiać. Jeśli chcesz, możesz mnie całować, ale nie w ten sposób, bardzo cię proszę. Jestem taka zmęczona, znużona wykrwawianiem się dla ciebie i dla innych, dla wszystkich szaleńców, którzy chcą się we mnie wedrzeć.
Catherynne M. Valente
- Jak można stąd wyjść?
- Skoro tak się panu spieszy... Istnieją dwa sposoby. Permanentny i przejściowy. Permanentny prowadzi przez dach: jeden dobry skok i uwalnia się pan od tego dziadostwa na zawsze. Wyjście przejściowe znajduje się w głębi, tam gdzie kręci się ten przygłup z wyciągniętą pięścią, któremu spadają spodnie, co nie przeszkadza mu pozdrawiać rewolucyjnym gestem wszystkich przechodzących tamtędy. Ale jeśli wyjdzie pan tamtędy, to, prędzej czy później, niechybnie znów pan tu zawita.
Carlos Ruiz Zafón
Planeta miała silnie wyrażone pory roku. Przybyli u schyłku lata, a teraz jesień górska, cała w czerwieni i żółci, dogasała już w dolinach, lecz jakby na przekór masom liści, pędzących w pianie górskich potoków, słońce wciąż jeszcze było ciepłe i w bezobłoczne dni przypiekało nawet na tym płaskowyżu. Tylko gęstniejące mgły zwiastowały nadejście śniegu i mrozów. Ale wtedy na planecie nie miało już być nikogo; i owa przyszła, w biel obrócona, doskonała pustka wydała się nagle Pirxowi czymś nad wszystko godnym pożądania.
Stanisław Lem