dlatego, że zostałem obdarzony zbyt dobrą pamięcią. Zawsze postrzegałem jako zwycięstwo pamięci fakt, że w ogóle jestem w stanie zapamiętać wydarzenia, które działy się jedynie w mojej świadomości.
Jostein Gaarder
Trzydzieste urodziny. Mam trzydzieści lat, dwoje dzieci, dwupokojowe mieszkanie w mieście odziedziczonym po cudzych przodkach.
Historia ma przerwę, nie dzieje się nic. Pospolite polowanie na proszek do zębów, na papier toaletowy, życie jak w motku szklanej waty - niby miękko, a każdy ruch boli.
Kolejki po mięso, awanturogenne "bezkolejki" z wierzgającym dzieckiem na ręku. Rózia ma prawie 2 lata, Nenek 7, ja trzydzieści, mój mąż jest bez wieku, w ogóle go nie ma, żyje w "krainie pracy", gdzie wzrok nie sięga. Powraca nocą, gdy dzieci śpią, gdy ja wpatrzona w granatową szybę okna studiuję w w wyższej szkole Czekania Na Ukochanego.
Czy już poszłam sobie po urodzinowy prezent? Zwykle dostaję podarunek, który się nazywa "kup sobie coś małego".
(...)
Trzydzieste urodziny. Wchodzę w "wiek balzakowski", bardzo śmieszne.
Biegam po domu w plastikowych fakirkach zamiast kapci. W sklepach nie można dostać, ani ładnych, ani żadnych kapci...Za to kolce w fakirkach zadają mi codzienną, upragnioną, masochistyczną rozkosz. Czyż nie pasują do mojego życia? Każdy krok przypomina mi, że moja młodość jest bolesna i niewygodna, za to piekielnie zdrowa. Posłuchałam matki ("Najpierw życie, potem wiersze. Za mąż trzeba wyjść, dzieci mieć") i posłuchałam siebie: zapragnęłam być normalną kobietą, mieć normalny dom, a tylko w uzupełnieniu posiadać też niedużego, poręcznego, kanapowego pegaza...
Normalność jest potworna"
Anna Janko
Jostein Gaarder
Trzydzieste urodziny. Mam trzydzieści lat, dwoje dzieci, dwupokojowe mieszkanie w mieście odziedziczonym po cudzych przodkach.
Historia ma przerwę, nie dzieje się nic. Pospolite polowanie na proszek do zębów, na papier toaletowy, życie jak w motku szklanej waty - niby miękko, a każdy ruch boli.
Kolejki po mięso, awanturogenne "bezkolejki" z wierzgającym dzieckiem na ręku. Rózia ma prawie 2 lata, Nenek 7, ja trzydzieści, mój mąż jest bez wieku, w ogóle go nie ma, żyje w "krainie pracy", gdzie wzrok nie sięga. Powraca nocą, gdy dzieci śpią, gdy ja wpatrzona w granatową szybę okna studiuję w w wyższej szkole Czekania Na Ukochanego.
Czy już poszłam sobie po urodzinowy prezent? Zwykle dostaję podarunek, który się nazywa "kup sobie coś małego".
(...)
Trzydzieste urodziny. Wchodzę w "wiek balzakowski", bardzo śmieszne.
Biegam po domu w plastikowych fakirkach zamiast kapci. W sklepach nie można dostać, ani ładnych, ani żadnych kapci...Za to kolce w fakirkach zadają mi codzienną, upragnioną, masochistyczną rozkosz. Czyż nie pasują do mojego życia? Każdy krok przypomina mi, że moja młodość jest bolesna i niewygodna, za to piekielnie zdrowa. Posłuchałam matki ("Najpierw życie, potem wiersze. Za mąż trzeba wyjść, dzieci mieć") i posłuchałam siebie: zapragnęłam być normalną kobietą, mieć normalny dom, a tylko w uzupełnieniu posiadać też niedużego, poręcznego, kanapowego pegaza...
Normalność jest potworna"
Anna Janko