zlewu.Urna ogromnie by mi się przydała bo obiecałem sobie, że w przyszłym roku zajmę się smażeniem owoców - emeryt powinien przecież mieć niejedno hobby, jeżeli nie chce starzeć się zbyt szybko - i napełniona dżemem wyglądałaby estetycznie na nakrytym do podwieczorku stole.
Graham Greene
[odbicie teatru na Dubrowce]
Podczas okupowania teatru czeczeńscy bojownicy uwolnili ponad siedemdziesięciu zakładników. Według różnych szacunków zabili jednego czy dwóch. Natomiast co najmniej sto dwadzieścia osiem osób - jeden na sześciu z pozostałych zakładników - zmarło od zatrucia po akcji antyterrorystycznej. Rosyjski rząd nigdy nie zdradził nazwy użytej toksyny, wiele dni później przyznał jedynie, że była to substancja z grupy opioidów. Nigdy też nie wyjaśnili, dlaczego komandosi postanowili rozstrzelać sparaliżowanych gazem porywaczy, zamiast schwytać ich i poddać śledztwu.
Do wielu z najbardziej szokujących ludzkich tragedii, jakich byłam świadkiem w trakcie swojej pracy, dochodziło w państwach chylących się ku upadkowi. W krajach, w których rządy były za słabe albo zbyt skorumpowane, żeby zadbać o swoich obywateli. W miejscach takich, jak Afganistan, gdzie miliony uchodźców próbowały przetrwać za wszelką cenę, żyjąc w domach zrobionych z jutowych worków, albo takich jak Somalia, gdzie najwyższą władzę często stanowiła banda nastolatków uzbrojonych w kałasznikowy. Czasami rząd biernie przypatrywał się ludziom - na przykład w Kenii, gdzie susza zagrażała życiu setek tysięcy pasterzy nomadów. Ale w tej sytuacji było inaczej. Silny, rentowny i nawet prosperujący rząd podjął przerażającą decyzję, aby celowo i z zimną krwią zabić ponad stu swoich obywateli - widzów, pracowników teatru, aktorów - w imię możliwości ogłoszenia zwycięstwa nad garstką rebeliantów. Żaden afgański obóz nie przygotował mnie na coś takiego. Podczas gdy autobusy powoli odjeżdżały spod teatru, w małej grupie reporterów (...) zapadło miażdżące, grobowe milczenie: właśnie byliśmy świadkami usankcjonowanego przez rząd dyskretnego masowego mordu. [Barszcz na wojnie] s.146-147.
Anna Badkhen
Graham Greene
[odbicie teatru na Dubrowce]
Podczas okupowania teatru czeczeńscy bojownicy uwolnili ponad siedemdziesięciu zakładników. Według różnych szacunków zabili jednego czy dwóch. Natomiast co najmniej sto dwadzieścia osiem osób - jeden na sześciu z pozostałych zakładników - zmarło od zatrucia po akcji antyterrorystycznej. Rosyjski rząd nigdy nie zdradził nazwy użytej toksyny, wiele dni później przyznał jedynie, że była to substancja z grupy opioidów. Nigdy też nie wyjaśnili, dlaczego komandosi postanowili rozstrzelać sparaliżowanych gazem porywaczy, zamiast schwytać ich i poddać śledztwu.
Do wielu z najbardziej szokujących ludzkich tragedii, jakich byłam świadkiem w trakcie swojej pracy, dochodziło w państwach chylących się ku upadkowi. W krajach, w których rządy były za słabe albo zbyt skorumpowane, żeby zadbać o swoich obywateli. W miejscach takich, jak Afganistan, gdzie miliony uchodźców próbowały przetrwać za wszelką cenę, żyjąc w domach zrobionych z jutowych worków, albo takich jak Somalia, gdzie najwyższą władzę często stanowiła banda nastolatków uzbrojonych w kałasznikowy. Czasami rząd biernie przypatrywał się ludziom - na przykład w Kenii, gdzie susza zagrażała życiu setek tysięcy pasterzy nomadów. Ale w tej sytuacji było inaczej. Silny, rentowny i nawet prosperujący rząd podjął przerażającą decyzję, aby celowo i z zimną krwią zabić ponad stu swoich obywateli - widzów, pracowników teatru, aktorów - w imię możliwości ogłoszenia zwycięstwa nad garstką rebeliantów. Żaden afgański obóz nie przygotował mnie na coś takiego. Podczas gdy autobusy powoli odjeżdżały spod teatru, w małej grupie reporterów (...) zapadło miażdżące, grobowe milczenie: właśnie byliśmy świadkami usankcjonowanego przez rząd dyskretnego masowego mordu. [Barszcz na wojnie] s.146-147.
Anna Badkhen