żywcem, złych siarką polewał, za byle krzakiem siedział, i dopiero potem zaczęło się oddalanie, Bóg tracił naoczność, wielokształtność, brodatość. Znikły szkolne pomoce cudów, demonstracyjne poglądowe przesiedlenia demonów w capy i kontrolne wizytacje anielskie.
Stanisław Lem
To, co się w nim teraz działo, nie było żadną
nowością. Od lat odczuwał, że ten fluid witalny, ta
zdolność istnienia, słowem: życie, a może też pragnienie życia, uciekało z niego powoli, lecz nieustannie, jak ziarnka piasku, które leniwie, lecz bez chwili przerwy osypują się i wylatują jedno po drugim przez mikroskopijny otwór w klepsydrze. W momentach intensywnego działania lub wielkiego napięcia uwagi owo uczucie zanikania słabło, by na powrót twardo dać znać o sobie w chwili milczenia czy
kontemplacji, podobnie jak słyszymy szum w uszach
czy tykanie zegara, gdy wszystko wokół przycichnie;
wtedy uświadamiamy sobie, że choć dźwięki te nie
docierały do naszej świadomości, były słyszalne
i przedtem.
Kiedy indziej wystarczała mu chwila skupienia,
by usłyszeć ten szmerek wysypujących się leciuteńkich ziarnek piasku, ten odpływ drobinek czasu,
które wymykały się z głębi jego istoty na zawsze."
s. 243 (i cały rozdział "Śmierć księcia")
Giuseppe Tomasi di Lampedusa
Stanisław Lem
To, co się w nim teraz działo, nie było żadną
nowością. Od lat odczuwał, że ten fluid witalny, ta
zdolność istnienia, słowem: życie, a może też pragnienie życia, uciekało z niego powoli, lecz nieustannie, jak ziarnka piasku, które leniwie, lecz bez chwili przerwy osypują się i wylatują jedno po drugim przez mikroskopijny otwór w klepsydrze. W momentach intensywnego działania lub wielkiego napięcia uwagi owo uczucie zanikania słabło, by na powrót twardo dać znać o sobie w chwili milczenia czy
kontemplacji, podobnie jak słyszymy szum w uszach
czy tykanie zegara, gdy wszystko wokół przycichnie;
wtedy uświadamiamy sobie, że choć dźwięki te nie
docierały do naszej świadomości, były słyszalne
i przedtem.
Kiedy indziej wystarczała mu chwila skupienia,
by usłyszeć ten szmerek wysypujących się leciuteńkich ziarnek piasku, ten odpływ drobinek czasu,
które wymykały się z głębi jego istoty na zawsze."
s. 243 (i cały rozdział "Śmierć księcia")
Giuseppe Tomasi di Lampedusa