do małżeństwa, przerażała, ignorowała, poniżała. A co najgorsze - odmówiła mi miłości. Mogłam przetrwać wszystko, lecz nie to. Byłam małą dziewczynką i pragnęłam tylko jednego - właśnie tego, czego nikt nie potrafił mi dać. Przecież zasługiwałam na miłość.
Ali Sameem
Nikomu z obecnych, zaczynając od popa i naczelnika więzienia, a kończąc
na Masłowej, nie przychodziło do głowy, że ten sam Jezus, którego imię
kapłan powtarzał ze świstem taką niezliczoną ilość razy, wysławiając go
najróżniejszymi, dziwnymi słowami, zabronił właśnie tego wszystkiego, co
tutaj czyniono; zabronił nie tylko takiego bezmyślnego gadulstwa i
bluźnierczego odprawiania czarów z chlebem i winem przez
kapłanów-nauczycieli, lecz najwyraźniej zabronił ludziom nazywać
nauczycielami innych ludzi, zabronił odprawiania modłów w świątyniach,
kazał modlić się każdemu w samotności, zabronił nawet stawiania świątyń,
powiadając, że przyszedł je zburzyć i że modlić się należy nie w
świątyniach, lecz w duchu i w prawdzie; a co najważniejsze, zabronił nie
tylko sądzić ludzi i więzić, męczyć, hańbić, skazywać na śmierć, jak to
robiono tutaj, ale zabronił także wszelkiego gwałtu nad ludźmi powiadając,
że przyszedł wypuścić na wolność tych, którzy są w niewoli.
Nikomu z obecnych nie przychodziło do głowy, że wszystko, co tutaj
robiono, było największym bluźnierstwem i naigrawaniem się z tego właśnie
Chrystusa, w imię którego wszystko to się działo. Nikomu nie przychodziło
do głowy, że pozłacany krzyż z emaliowanymi medalionikami na końcach, który
kapłan wyniósł i dawał do ucałowania ludziom, nie był niczym innym niż
wyobrażeniem tej szubienicy, na której umęczono Chrystusa właśnie za to, że
zabronił tego, co tutaj w jego imieniu czyniono. Nikomu nie przychodziło do
głowy, że ci kapłani, którzy wyobrażają sobie, że pod postacią chleba i
wina jedzą ciało i piją krew Chrystusa, rzeczywiście jedzą ciało i piją
krew jego, ale nie w kawałkach chleba i w winie, lecz przez to; że nie
tylko gorszą tych maluczkich, z którymi Chrystus siebie utożsamiał, ale w
dodatku pozbawiają ich największego szczęścia i poddają najokrutniejszym
katuszom, ukrywając przed ludźmi tę nadzieję szczęścia, którą on im
przyniósł.
Lew Tołstoj
Ali Sameem
Nikomu z obecnych, zaczynając od popa i naczelnika więzienia, a kończąc
na Masłowej, nie przychodziło do głowy, że ten sam Jezus, którego imię
kapłan powtarzał ze świstem taką niezliczoną ilość razy, wysławiając go
najróżniejszymi, dziwnymi słowami, zabronił właśnie tego wszystkiego, co
tutaj czyniono; zabronił nie tylko takiego bezmyślnego gadulstwa i
bluźnierczego odprawiania czarów z chlebem i winem przez
kapłanów-nauczycieli, lecz najwyraźniej zabronił ludziom nazywać
nauczycielami innych ludzi, zabronił odprawiania modłów w świątyniach,
kazał modlić się każdemu w samotności, zabronił nawet stawiania świątyń,
powiadając, że przyszedł je zburzyć i że modlić się należy nie w
świątyniach, lecz w duchu i w prawdzie; a co najważniejsze, zabronił nie
tylko sądzić ludzi i więzić, męczyć, hańbić, skazywać na śmierć, jak to
robiono tutaj, ale zabronił także wszelkiego gwałtu nad ludźmi powiadając,
że przyszedł wypuścić na wolność tych, którzy są w niewoli.
Nikomu z obecnych nie przychodziło do głowy, że wszystko, co tutaj
robiono, było największym bluźnierstwem i naigrawaniem się z tego właśnie
Chrystusa, w imię którego wszystko to się działo. Nikomu nie przychodziło
do głowy, że pozłacany krzyż z emaliowanymi medalionikami na końcach, który
kapłan wyniósł i dawał do ucałowania ludziom, nie był niczym innym niż
wyobrażeniem tej szubienicy, na której umęczono Chrystusa właśnie za to, że
zabronił tego, co tutaj w jego imieniu czyniono. Nikomu nie przychodziło do
głowy, że ci kapłani, którzy wyobrażają sobie, że pod postacią chleba i
wina jedzą ciało i piją krew Chrystusa, rzeczywiście jedzą ciało i piją
krew jego, ale nie w kawałkach chleba i w winie, lecz przez to; że nie
tylko gorszą tych maluczkich, z którymi Chrystus siebie utożsamiał, ale w
dodatku pozbawiają ich największego szczęścia i poddają najokrutniejszym
katuszom, ukrywając przed ludźmi tę nadzieję szczęścia, którą on im
przyniósł.
Lew Tołstoj