bywają często najbardziej bolesne, ponieważ wydają się takie osobiste, takie sensowne, takie osiągalne. Zbliżasz się na wystarczającą odległość, by ich dotknąć, lecz nigdy dość blisko, by je schwytać i zatrzymać, a to wystarczy, żeby złamać serce.
Nicholas Sparks
No i zaprowadził mnie; kapitan postawny, chłop na schwał, chociaż wojsko okupacyjne. Po francusku mówił, to już dobrze. „Proszę zabrać pańskiego konia z obory i wprowadzić go do stajni. Obora musi być dla mojej krowy”. „A dlaczego? Niech pani trzyma krowę w stajni”. „Stajnia jest wielka i krowa w niej zmarznie”. „A mój koń nie zmarznie?” „A pański koń mleko daje?” Pomyślał, pomyślał, kazał wyprowadzić konia do stajni. Poszliśmy razem do dworu, bo chciał wybrać pokoje na kwatery. „No coś takiego - mówił, rozglądając się dokoła - coś takiego. Nigdy się nie spodziewałem, że w polskim domu znajdę tyle pięknych obrazów, tyle wspaniałych książek, tak wykwintnie urządzone wnętrza”. A ja sobie myślę: „O draniu, o huncwocie, a co myślałeś, że przyjedziesz do Polski i znajdziesz mongolskie jurty i białe niedźwiedzie?”, i odpowiadam mu: „A wie pan, ja nigdy nie spodziewałam się, że jakiś Niemiec to zauważy”. „Jeden: jeden” - powiedział i uśmiechnął się szeroko.
Jacek Dehnel
Nicholas Sparks
No i zaprowadził mnie; kapitan postawny, chłop na schwał, chociaż wojsko okupacyjne. Po francusku mówił, to już dobrze. „Proszę zabrać pańskiego konia z obory i wprowadzić go do stajni. Obora musi być dla mojej krowy”. „A dlaczego? Niech pani trzyma krowę w stajni”. „Stajnia jest wielka i krowa w niej zmarznie”. „A mój koń nie zmarznie?” „A pański koń mleko daje?” Pomyślał, pomyślał, kazał wyprowadzić konia do stajni. Poszliśmy razem do dworu, bo chciał wybrać pokoje na kwatery. „No coś takiego - mówił, rozglądając się dokoła - coś takiego. Nigdy się nie spodziewałem, że w polskim domu znajdę tyle pięknych obrazów, tyle wspaniałych książek, tak wykwintnie urządzone wnętrza”. A ja sobie myślę: „O draniu, o huncwocie, a co myślałeś, że przyjedziesz do Polski i znajdziesz mongolskie jurty i białe niedźwiedzie?”, i odpowiadam mu: „A wie pan, ja nigdy nie spodziewałam się, że jakiś Niemiec to zauważy”. „Jeden: jeden” - powiedział i uśmiechnął się szeroko.
Jacek Dehnel