myśli zwykłej analizy introspektywnej... zamierzam obnażyc się jak na stole operacyjnym, wywlec swoje wnętrzności... pokazac wszystko, kawałek po kawałku. Czy ktoś to już kiedyś zrobił? Dlaczego się uśmiechasz, do diabła? Uważasz, że brzmi to naiwnie?
Henry Miller
Wierzyłam, że przebyte podróże pozostawiają na skórze coś w rodzaju gwiezdnego pyłu, niczym jeden z tych luksusowych pudrów zawierających mikrocząsteczki, minidrobiny i inne świecidełka, tak że lśni się subtelnym blaskiem. Wierzyłam, że wysiłek zrozumienia świata i siebie zostaje nagrodzony i w podróży umysł wyłącznie porządkuje się i szlachetnieje, zaczynając w końcu przypominać jedną z tych pięknych bibliotek, ... twarz zaś nabiera anielskiej łagodności, która wynika z dogłębnego poznania tajemnic życia i spokojnej, nawet jeśli nieco gorzkiej mądrości. Język zaś, biegły w wielu smakach, staje się instrumentem tak wrażliwym, że rozpozna wiek tuńczyka podanego jako sashimi, stopień nachylenia wzgórza, z którego pochodził szczep pinot noir zamieniony w kieliszek wybornego wina, i kolor oczu gęsi, która poświęciła swe życie i wątrobę dla foie gras. Sądziłam, że w podróży ciało mężnieje, gdzie trzeba, a gdzie trzeba, kobieceje i wędrówka uczyni mnie piękną, interesującą i godną pożądania, koniecznie długowłosą, ale jednocześnie silną, zaprawioną w bojach, niezależną i chyżą jak Artemida. Nic podobnego. Podróż zostawia na naszych ciałach blizny i plamki po słonecznych oparzeniach, ugryzieniach owadów i trującym zielsku, łamie nam paznokcie i psuje zęby, dewastuje żolądki. Pozwala zagnieździć się w nas wirusom, bakteriom i grzybom, tak że rasowy podróżnik przypomina ogród botaniczny i zoo.
Joanna Bator
Henry Miller
Wierzyłam, że przebyte podróże pozostawiają na skórze coś w rodzaju gwiezdnego pyłu, niczym jeden z tych luksusowych pudrów zawierających mikrocząsteczki, minidrobiny i inne świecidełka, tak że lśni się subtelnym blaskiem. Wierzyłam, że wysiłek zrozumienia świata i siebie zostaje nagrodzony i w podróży umysł wyłącznie porządkuje się i szlachetnieje, zaczynając w końcu przypominać jedną z tych pięknych bibliotek, ... twarz zaś nabiera anielskiej łagodności, która wynika z dogłębnego poznania tajemnic życia i spokojnej, nawet jeśli nieco gorzkiej mądrości. Język zaś, biegły w wielu smakach, staje się instrumentem tak wrażliwym, że rozpozna wiek tuńczyka podanego jako sashimi, stopień nachylenia wzgórza, z którego pochodził szczep pinot noir zamieniony w kieliszek wybornego wina, i kolor oczu gęsi, która poświęciła swe życie i wątrobę dla foie gras. Sądziłam, że w podróży ciało mężnieje, gdzie trzeba, a gdzie trzeba, kobieceje i wędrówka uczyni mnie piękną, interesującą i godną pożądania, koniecznie długowłosą, ale jednocześnie silną, zaprawioną w bojach, niezależną i chyżą jak Artemida. Nic podobnego. Podróż zostawia na naszych ciałach blizny i plamki po słonecznych oparzeniach, ugryzieniach owadów i trującym zielsku, łamie nam paznokcie i psuje zęby, dewastuje żolądki. Pozwala zagnieździć się w nas wirusom, bakteriom i grzybom, tak że rasowy podróżnik przypomina ogród botaniczny i zoo.
Joanna Bator